Pijąc wino ze źródła. Marek Kondrat

„(...) chciałem napić się wody ze źródła. Lopez wstrzymał mnie, dowodząc, że woda szkodzi po owocach, i podał mi trochę pozostałego mu jeszcze alikantu. Przyjąłem poczęstunek, ale zaledwie uczułem wino w żołądku, gdym doznał nagłego ściśnienia serca. Niebo i ziemia zakręciły mi się przed oczyma i byłbym niezawodnie zemdlał, gdyby Lopez nie był mi pośpieszył na pomoc. Otrzeźwił mnie, mówiąc, że nie powinienem się dziwić i że stan ten pochodził z czczości i znużenia. W istocie, nie tylko odzyskałem siły, ale nawet czułem się w stanie nadzwyczajnego podniecenia. Okolica zdawała się połyskiwać tysiącznymi barwami, przedmioty zaiskrzyły się w mych oczach, jak gwiazdy podczas letniej nocy, i krew zaczęła mi bić gwałtownie, zwłaszcza na szyi i skroniach” *

 

Hiszpania jest wielka! Geograficznie, historyczniei kulturowo. Nawet ostatni ignorant i trep coś skojarzyć z nią musi! Że słoneczna, że rozległa, że Madryt i Barcelona – niech to nawet będą tylko kluby piłkarskie, że ma dostęp do morza: między nami oczytanymi do niejednego, i że owe morza uczyniły z Hiszpanii potęgę daleko poza jej obecnymi granicami. Że ma króla, który strzela do słoni, ale potem za to przeprasza i skruszony jedzie motocyklem do kochanki. Może coś z kultury jeszcze? Picasso, Goya, El Greco, Velázquez, Gaudí, Almodóvar, Penélope Cruz? Dobra, nie bądźmy zbyt wymagający, ogólnie kraina to fajna, skwarna i na wakacje doskonale się nadająca. Hiszpania jest też dzisiaj największym producentem wina na świecie. Takie apelacje jak Rioja czy Ribera del Duero znane są nawet w naszym kraju, choć mateczka siwucha nie wypuszcza nas chętnie ze swych mocarnych objęć. Ale że tanie linie wożą coraz częściej naszych rodaków na Costa Blanca, Costa del Sol, do Barcelony i gdzie tam jeszcze – warto coś wiedzieć, bo do tapasów  winko tam się leje całkiem żwawą strugą. Dobrze jest zacząć od bąbelków: cava – katalońska odmiana szampana, robiona tą samą metodą co francuskie frykasy, tyle że dużo tańsza. Nie ma dla niej lepszej pory jak skwarne lato, ale doskonale radzi sobie z naszym nastrojem również w chłodniejsze i bardziej ponure dni. Białe wina, które co prawda domeną Hiszpanii nie są, pochodzą głównie z  Ruedy: aromatyczna viura, viognier czy malvasia, niezbyt kwasowe i okrągłe, ale dla mnie rarytasem będzie zawsze albarigno z Rias Baixas, z północno-zachodniej Galicji, mocno mineralne i rześkie, doskonale komponujące się z owocami morza, których tam w bród. Hiszpania to jednak królestwo tempranillo – czerwonej odmiany, która w różnej –lżejszej lub cięższej, beczkowej formie występuje tam wszędzie. Oprócz wcześniej wymienionych, winnymi potęgami są: Toro, Castilia – Leon, Mancha, Penedes, Jumilia, Utiel Requena oraz Estremadura – obecnie najszybciej rozwijający się region Hiszpanii. Graniczy na zachodzie z Portugalią  i poza bogactwem win, warzyw i owoców  ma w swym posiadaniu szereg zabytkowych miast i obiektów historycznych, z których kilka znalazło się na liście światowego dziedzictwa, jak stolica prowincji – Casares, zabytki rzymskie w Meridzie czy klasztor Guadalupe. Z Estremadury pochodzi też kilku najsłynniejszych konkwistadorów, takich jak Pizarro, Cortes i Diego de Almagro. Jest więc co oglądać i co popijać. W moich zasobach z Estremadury największym wzięciem cieszą się wina z bodegi Coloma – młodej rodowodem, ale niezwykle prężnej i przystępnej cenowo. Wina stamtąd nie przekraczają 30 zł na półce i są bardzo chwalone przez szanowną Klientelę. Lubię opowiadać przy każdej możliwej okazji (więc proszę wybaczyć, jeśli się powtarzam), jak goszcząc u pewnego hiszpańskiego winiarza zaproszony byłem na śniadanie z imponującym widokiem na okoliczne pasma górskie. W pewnym momencie gospodarz wskazał jedno z nich i oznajmił, że tam właśnie, w XIII w., kiedy jego przodkowie  zakładali tę winnicę, przebiegała granica między islamem a chrześcijaństwem. W tej historyjce jest wszystko, co w winie najbardziej uwodne – ciągłość, tradycja, związek człowieka z naturą i z miejscem, w którym się urodził. A także z historią, która obchodziła się z tym kawałkiem świata z iście hiszpańskim temperamentem – ale nie w naszym bogoojczyźnianym wydaniu, tylko w wymiarze wręcz organicznym. To niegdysiejsze sąsiedztwo dwu kultur jest tam wyczuwalne do dziś, w ornamentyce, architekturze, tradycji. W takiej właśnie chrześcijańsko-islamskiej Hiszpanii toczy się akcja jednej z moich ukochanych powieści – „Rękopisu znalezionego w Saragossie” Jana hrabiego Potockiego, którego fragment zacytowałem. Nie ukrywam, że wielokrotnie zdarzało mi się doznawać podobnego olśnienia za sprawą alikantu, czyli hiszpańskiego wina po prostu, i dlatego staram się przywozić je ze sobą do Polski, żeby i tę okolicę móc rozświetlić od czasu do czasu tysięcznymi barwami, co serdecznie Państwu polecam. 
*Jan Potocki „Rękopis znaleziony 
w Saragossie”